piątek, 2 stycznia 2009

jabłuszko

W wikipedii hasło "jabłuszko" nie istnieje, nie zdefiniowane jest również pojęcie "sanki", chociaż można przeczytać czym są "sanie":
Sanie - pojazd na płozach, służący do poruszania się po śniegu lub lodzie. Sanie są zazwyczaj ciągnięte przez konie lub ciągniki mechaniczne.
Mi jednak chodziło o klasyczne sanki dla dzieci, które jeśli już coś ciągnie to tylko siła grawitacji w dół (albo ewentualnie tata lub starsza siostra w górę). A co z "jabłuszkiem"? Czy jeśli nie ma go w wikipedii to jest w takim rzeczą niedefiniowalną? Podobno jeśli czegoś nie ma w internecie to tak na prawdę nie istnieje. A w wikipedii tym bardziej.

Postanowiłam skorzystać z pierwszego śniegu w tym roku i pozjeżdżać w Morskim Oku na jabłuszku. Warszawskim Morskim Oku niestety, nie tym tatrzańskim.
Zafascynowała mnie przy tym antropologia zjeżdżania na jabłuszku, a dokładniej kontekst kulturowy: w Polsce używa się"jabłuszka", czy w innych krajach też? Może na przykład w Hiszpanii (tak, wiem, że tam ciepło, ale podobno mają jednak i zimowe kurorty ze śniegiem) zjeżdża się na pomarańczce, albo brzoskwince? Plastikowe kółko z ogonkiem (czyli uchwytem na ręce) u nas kojarzy się z kształtem jabłka, ale może gdzieś indziej narzucają się inne skojarzenia? Patelni? Gruszki? Brzoskwini? A może w ogóle się nie kojarzy z niczym, tylko nazywane jest "ślizgiem zjazdowym". Nie wiem, bo wikipedia nie ma takiego hasła, a więc nie może mi służyć jako podręczny słownik kulturowy (polecam sprawdzanie różnych haseł w innych językach).

I tak prawda jest taka, że nie mam jabłuszka, natomiast jutro pójdę radośnie do Morskiego Oka z workiem na śmieci.
Nie ważne jak - ważne aby w dół!

Update: zdjęcia Ani ze spaceru (a jednak sanki)

Brak komentarzy: